Wiadomości
Piekło na Şükrü Saracoğlu na dzień dobry
Wyjazd do Stambułu w środku lipcowego upału to ten rodzaj przygody, po którym człowiek marzy jedynie o puszce zimnego napoju i sprawnie działającej klimatyzacji, a nie o przebiegnięciu dwunastu kilometrów pod okiem kilkudziesięciu tysięcy wściekle dopingujących Turków. Zespół Michala Gašparíka wchodzi jednak prosto w ten kocioł na Şükrü Saracoğlu, zaczynając swoją walkę w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Kursy wystawione na ten mecz pokazują bezlitosną brutalność rzeczywistości – przelicznik 1.17 na gospodarzy wygląda niemal jak obietnica darmowego obiadu, chociaż w piłce nożnej darmowych obiadów po prostu nie ma. Kto śledzi zakłady bukmacherskie i szuka w tym pojedynku niespodzianki, ten musi mieć naprawdę mocne nerwy albo wyjątkową słabość do śląskiego futbolu, bo analitycy dają Górnikowi wycenę w okolicach 15.50 na wygraną.
Arbitrem tego starcia będzie Manfredas Lukjančukas i można mu tylko życzyć, żeby gwizdek nie stopił mu się w ustach od temperatury na trybunach.
Turecka ofensywa i dziury z tyłu
Niedawny sparing Fenerbahçe z LASK wygrany 2:1 czy remis 3:3 z Eyüpspor pokazują dosyć jasny obraz – ekipa İsmaila Kartala potrafi wgnieść przeciwnika w pole karne, bombardować go strzałami, stwarzać zagrożenie po stałych fragmentach gry i strzelać bramki niemal z niczego, ale jednocześnie potrafi zgubić krycie przy prostej wrzutce. Trzy bramki wbite przez Galatę czy porażka w pucharze z Konyaspor to nie są jakieś odległe wspomnienia z zamierzchłych czasów – to świeże rysy na pancerzu, które zabrzanie mogą spróbować wykorzystać, o ile oczywiście przetrwają pierwsze dwadzieścia minut bez utraty dwóch goli.
Kiedy przejdziemy do rzeczywistej siły rażenia Polaków na wyjazdach, wyłania się obraz drużyny nieprzewidywalnej. Zabrzanie potrafią błysnąć z kontry, co udowodnili pakując sześć bramek Radomiakowi pod koniec zeszłego sezonu – mecz zakończył się niespotykanym wynikiem 6:2 – ale ostatnia porażka 3:1 z Lechem Poznań w Superpucharze była jak oblanie zimną wodą tuż po wyjściu z sauny. Pokaźny zastrzyk pewności siebie po zdobyciu Pucharu Polski nagle zderzył się z bezlitosną weryfikacją defensywy, która pod mocniejszym naciskiem zaczyna trzeszczeć w szwach.
Szukanie rys na faworycie
Górnik wchodzi w te eliminacje bez historii bezpośrednich starć z tureckim gigantem, co oznacza kompletną czystą kartę i konieczność czytania gry na żywo, bezpośrednio z murawy, bez schematów z przeszłości. Analitycy rynkowi mocno skłaniają się ku opcji "Obie drużyny strzelą – Nie", wycenianej na około 1.60, co dość jednoznacznie sugeruje scenariusz, w którym Turcy kontrolują przebieg widowiska i zamykają mecz ze szczelnym kontem z tyłu. Wynik 2:0 po kursie 5.75 krąży w nagłówkach jako jeden z najbardziej prawdopodobnych wariantów i szczerze mówiąc, trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę domowy bilans Fenerbahçe. Jeśli Michal Gašparík chce wywieźć ze Stambułu cokolwiek więcej niż pamiątkową koszulkę i pociętą transmisję z analizą błędów, jego zespół musi zagrać wyjątkowo agresywnie w środku pola, zmuszając tureckich pomocników do ciągłego podawania do tyłu i szukania trudnych wyjść z własnej połowy. Przetrwanie naporu gospodarzy w pierwszej połowie i powstrzymanie ich skrzydeł da zabrzanom cień szansy na uderzenie z zabójczej kontry w końcówce. Połączenie czystego zwycięstwa gospodarzy z typem na poniżej 3.5 gola w meczu wygląda na układ, który dość trafnie oddaje przewidywany pragmatyzm tego pierwszego starcia.