Menu

Dariusz Banasik - trener Znicza Pruszków - W cztery oczy

  • Napisał 
W dzisiejszej rozmowie "W cztery oczy" gościmy niezwykłego gościa - wychowanka Górnika Łęczyca, wieloletniego szkoleniowca młodzieżowych drużyn Legii Warszawa, a aktualnie trenera drugoligowego Znicza Pruszków. Mowa o Dariuszu Banasiku. Zachęcamy do lektury pierwszej części wywiadu z dwukrotnym Mistrzem Młodej Ekstraklasy!

ELE24: Proszę przybliżyć swoją sylwetkę tym, którzy jeszcze Pana nie znają w Łęczycy.

- Nazywam się Dariusz Banasik, obecnie jestem trenerem drugoligowego Znicza Pruszków. Przez trzynaście lat pracowałem w Legii Warszawa. Moja kariera trenerska rozpoczęła się w momencie, gdy poszedłem na studia do Warszawy. Wychowałem się w Łęczycy, ale szkołę średnią skończyłem w Zgierzu. Wcześniej, uczęszczając do technikum łączności, gdzie mój ojciec był nauczycielem, przerwałem naukę i chciałem zrobić karierę, jako zawodnik. Grałem w GKSie Bełchatów i to chyba klub występujący w najwyższej lidze, w którym byłem, jednak m.in. ze względu na kontuzje moja kariera nie rozwinęła się tak, jakbym tego chciał i zdecydowałem, że pójdę na studia i będę się kształcił jako trener.

- Po zdaniu matury udałem się na AWF Warszawa. Bardzo miło wspominam okres spędzony na tej uczelni i naprawdę jest to jedna z najlepszych uczelni w Polsce. Miałem też fajnych kolegów na studiach, którzy są związani ze sportem, m.in. Leszek Ojrzyński, Robert Podoliński, Maciej Skorża, Piotr Stokowiec - to była jedna paczka. Z tego okresu wyszło bardzo dużo trenerów, niektórych też nie wspomniałem, ale wielu z tych chłopaków jest już nawet na poziomie ekstraklasy. Razem graliśmy w AZSie AWF Warszawa, razem kończyliśmy uczelnię i wtedy nasze drogi się rozeszły.

- Moja ścieżka po studiach jest całkowicie związana z Legią i na początku z młodzieżą, bo mocno angażowałem się w powstanie szkółki "Młode Wilki". Jako trener dołączyłem tam około trzech miesięcy po powstaniu, ale wcześniej byłem jedną z osób, która pomagała w jej tworzeniu.

http://oi58.tinypic.com/2znqslf.jpg
Dariusz Banasik (fot. legionisci.com)

ELE24: Jak wyglądały początki z piłką?

- W drugiej klasie szkoły podstawowej razem z bratem przyszedłem na nabór do Górnika Łęczyca. Pamiętam to dosyć dokładnie, bo wtedy przyszło stu kandydatów, a miejsc było tylko 20-30. Na pewno było dużo większe zainteresowanie niż jest obecnie. Ja byłem wtedy najmłodszy, przyjmowano od czwartej klasy szkoły podstawowej, a mimo to dostałem się, ponieważ zaprezentowałem się dość dobrze. W Górniku grałem praktycznie do siedemnastego, bądź osiemnastego roku życia. Moimi trenerami byli wtedy Tadeusz Dobierzewski, Zbigniew Wasiak, Paweł Ślęzak, który wtedy jeszcze działał w łęczyckiej piłce, a także mój ojciec (Jerzy Banasik - przyp. red).

- Był taki sezon w Łęczycy, gdy grając w ataku ze swoim bratem, strzelałem bardzo dużo bramek. Na jednym z meczów pojawiła się jakaś osoba z Bełchatowa, która działała w GKSie i tak się złożyło, że wpadłem w oko. Potem, na mecz do Piątku z miejscową Maliną, przyjechał trener Włodzimierz Tylak. Był to Puchar Polski, wygraliśmy 1:0, a ja zdobyłem zwycięską bramkę. Po meczu trener podszedł do mnie i zaprosił mnie i brata na testy. Tak się złożyło, że dobrze wypadliśmy i zostaliśmy zawodnikami GKSu Bełchatów.

ELE24: Jak przebiegała kariera w Bełchatowie?

- Wiodło się nam różnie. To był zespół, który chciał awansować do pierwszej ligi i zderzyliśmy się z bardzo dobrymi, mocnymi zawodnikami. Powiem szczerze, że nawet dobrze mi szło, bo wspólnie z moim kolegą - Jackiem Berensztajnem, otrzymałem nominację do nagrody Nadzieja, Talent, Objawienie Bełchatowa. Wszystko fajnie się rozwijało, szło mi nieźle, ale do czasu, gdy zaczęły mnie prześladować kontuzje. Po prostu był za duży przeskok między poziomami rozgrywkowymi i mój organizm przestał wytrzymywać pewne rzeczy, a kiedyś były takie metody, że w cudzysłowiu wszystkich wrzucało się do jednego worka. Wszyscy wykonywali te same ćwiczenia, np. ja robiłem to samo, co trzydziestopięcioletni zawodnik, który miał dwieście występów w lidze. Przede wszystkim miałem problemy z pachwiną, później ze stawami kolanowymi i moja kariera przestała się rozwijać. Następnie "błąkałem" się po trzecio, czwartoligowych klubach, wróciłem chyba na pół rundy do Łęczycy, ale wszystko to odbywało się na zasadzie przywiązania do piłki. Wtedy już wiedziałem, że muszę podjąć jakąś decyzję i skończyć z grą. Zamierzałem iść na studia, miałem plany związane z AWFem, gdzie również jeszcze występowałem w czwartej lidze.

ELE24: Skąd pomysł na to, by zostać akurat trenerem?

- Wiadomo, trzy lata na AWFie to jest takie przygotowanie ogólne, później trzeba sobie wybrać kierunek i to był jedyny kierunek, który mnie tak naprawdę dotyczył. Od początku byłem związany z piłką nożną i ogólnie ze sportem, mój ojciec jest nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem, brat również grał w piłkę, także długo się nie zastanawiałem. Specjalizacja trenerska była bardzo mocna, bo wyszło z niej wielu bardzo dobrych trenerów, ale okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Zostałem również wyróżniony, a moim mentorem był wtedy Rudolf Kapera - to jest bardzo dobry trener od młodzieży w Polsce i powiedział mi, że będę bardzo dobrym trenerem. Pamiętam, że miałem u niego bardzo ciężko, ode mnie zawsze wymagał więcej niż od innych.

ELE24: Jak wyglądała droga do Legii Warszawa?

- Na piątym roku studiów trzeba było jakoś żyć w Warszawie, więc ze swoim kolegą, z którym mieszkałem i studiowałem, zaczęliśmy pracę w szkole. Pamiętam, że wtedy ten kolega - Jarek Wójcik - który teraz jest dyrektorem w Legii, zaproponował mi grupę młodzieżową w CWKS Legia Warszawa. To jeszcze nie była ta Legia z Łazienkowskiej, bo dopiero później te grupy się połączyły, ale dostałem tam naborową grupę młodych chłopców. Był taki moment, że z grupą czterdziestu chłopców przebywałem w Łęczycy na obozie. Dla nich były to pierwsze kontakty z piłką, w Łęczycy zorganizowaliśmy dla nich turniej, na którym występował m.in. ŁKS Łódź. Przygoda ta trwała pół roku.

- Po tym czasie prezes Legii, Jacek Miklas, który teraz jest również moim kolegą, postanowił, że priorytetem dla warszawskiego klubu będzie zbudowanie akademii i szkolenie młodzieży. Rozpoczęły się nabory zawodników i poszukiwania trenerów i tak się złożyło, że wykazałem największe zainteresowanie spośród wszystkich trenerów, uczęszczałem na wszystkie treningi, interesowałem się tym i praktycznie po dwóch, trzech tygodniach zaproponowano mi prowadzenie najmłodszej grupy. Wtedy to był rocznik 1995, i z tej grupy wychodzą m.in. Olek Jagiełło, czy Kuba Arak. Pamiętam do dziś, że telefon od prezesa klubu z pytaniem, czy nie obejmę tej najmłodszej grupy w Legii otrzymałem w momencie, gdy przebywałem z zawodnikami CWKS na obozie w Łęczycy.

- Oczywiście musiałem zostawić pracę w szkole, w której również pracowałem tylko pół roku. To była również nowość, bo wtedy trener młodzieży był utożsamiany z tym, że oprócz trenowania ma również inną pracę i dorabia sobie, a tutaj miało być inaczej. Byłem przyjęty na etat i praktycznie od rana do wieczora miałem być w klubie i zajmować się selekcją, szkoleniem zawodników. Poza dyrektorem byłem pierwszym trenerem, który w Legii został przyjęty na etat. Tak się powoli zaczynała moja przygodą z Legią.

http://oi61.tinypic.com/x1mzb5.jpg
Dariusz Banasik (fot. legionisci.com)

ELE24: Jak wyglądały początki na Łazienkowskiej? Nie da się ukryć, że Legia jest uznaną marką w Polsce, a nawet w Europie.

- Początki były bardzo ciekawe, bo na dobrą sprawę "błądziliśmy". Jeździliśmy po szkołach, robiliśmy nabory, selekcję, szukaliśmy zawodników, sami wymyślaliśmy im testy. Jeździliśmy również na staże. Tam, gdzie pierwszy zespół Legii grał mecz, jeździł cały sztab ludzi. Rozmawialiśmy z trenerami, podpatrywaliśmy ich, byliśmy np. w szkółce w Mediolanie, w Walencji, w Pampelunie i zbieraliśmy informacje z zamiarem przełożenia ich na grunt polski. Dużo rzeczy udało nam się wprowadzić do szkolenia w Polsce, ale nie udało nam się stworzyć bazy treningowej, co do dziś jest bolączką Legii, która praktycznie ma tylko jedno boisko treningowe. Z roku na rok szło to do przodu.

- Była taka sytuacja, że Jacek Mazurek, który teraz jest głównym dyrektorem w Legii, otrzymał ofertę pracy w Delcie Warszawa i ja byłem jego asystentem. Pamiętam do dziś, że gdy przyszedłem do Delty to budowaliśmy drużynę z młodych chłopaków i poznałem Roberta Lewandowskiego, który grał wtedy w Varsovii. Powiedziałem Jackowi, który jest moim bardzo dobrym przyjacielem i znam się z nim ponad dwadzieścia lat, żeby tego Roberta wziąć właśnie do Delty. Można powiedzieć, że byłem tym trenerem, który "wyciągnął" go z młodzieży do seniorów. Pamiętam, że Robert Lewandowski grał nawet w Łęczycy, przyjechaliśmy tu na mecz z Górnikiem i Robert strzelił dwie bramki. Pewnie wielu kibiców tego nie pamięta, ale taki jest fakt. Wtedy nie był jeszcze znanym zawodnikiem, dopiero zaczynał swoją przygodę z piłką, a jak jego kariera się potoczyła - wszyscy wiemy. Także mogę sobie poniekąd przypisać, że wziąłem Roberta do seniorskiej piłki, później trafił także do Legii, ale następnie jego losy potoczyły się nieco inaczej. Deltę wspominam bardzo dobrze, głównie ze względu na to, że Robert tam trafił i byłem tą osobą, która pociągnęła go za sobą.

ELE24: Zaczynał Pan od najmłodszej grupy w Legii. Jak przebiegała dalsza droga?

- Tak, rozpoczynałem od współpracy z rocznikiem 1995, był to chyba rok 2001. Pamiętam, że prowadziłem ich sześć lat, ale u takich dzieciaków nie można mówić o jakichś sukcesach. Natomiast była taka ciekawa sytuacja, że przez cztery lata nie przegrałem z tą drużyną żadnego turnieju, nawet żadnego meczu. Wygrywaliśmy ze wszystkimi w Polsce, nieważne czy jeździliśmy do SMSu Łódź, czy do Gdańska, bądź Wrocławia - zawsze zajmowaliśmy pierwsze miejsce i to też pokazywało, że dobrze wykonywałem swoją pracę.

- Następnie trafiłem do "Młodej Ekstraklasy", gdzie byłem asystentem Jacka Mazurka, współpracowałem również z Piotrem Strejlauem. Po krótkim czasie Jacek przestał pracować i wtedy ja wspólnie z Piotrkiem prowadziłem tę drużynę.

ELE24: Z drużyną Młodej Ekstraklasy odnosił Pan duże sukcesy - dwa Mistrzostwa i dwa wicemistrzostwa Polski.

- Tak, zgadza się. Ale te sukcesy miały miejsce w czasie, gdy byłem już samodzielnym trenerem tego zespołu. Na początku w Młodej Ekstraklasie nie układało nam się zbyt dobrze, zajmowaliśmy miejsca głównie w drugiej części tabeli. Później, gdy sam zajmowałem się zespołem zdobyliśmy dwukrotnie Wicemistrzostwo Polski i również dwa razy - Mistrzostwo Polski.

- Oprócz tego, że drużyna bardzo dobrze grała zespołowo, również indywidualnie zawodnicy poszli do przodu, dzięki czemu kilku z nich trafiło do pierwszego zespołu. Szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności w Ekstraklasie otrzymali m.in. Rafał Wolski, Dominik Furman, Michał Żyro, Daniel Łukasik, Jakub Kosecki - to byli zawodnicy, których wiele lat prowadziłem.

http://oi62.tinypic.com/972om0.jpg
Legia Warszawa mistrzem Młodej Ekstraklasy w sezonie 2013/13 (fot. legionisci.com)

ELE24: Był też krótki epizod w trzecioligowych rezerwach Legii Warszawa. Nie było trudno przestawić się z trenowania młodzieży na seniorów?


- Rozwiązano Młodą Ekstraklasę, co dla mnie było bardzo złym pomysłem. Cały czas uważam, że przez to coraz mniej tych młodych chłopaków trafia do pierwszych zespołów. Pamiętam, że pół roku prowadziłem ten zespół w trzeciej lidze. Na początku mieliśmy bardzo ciężko, bo sporo zawodników odeszło, natomiast później bardzo fajny koniec rundy i można powiedzieć, że zostawiłem zespół na pierwszym miejscu w tabeli. To było w grudniu 2013 roku i moim następcą był wtedy Jacek Magiera. Wynik, jaki osiągnąłem z tymi zawodnikami, również można dopisać do moich sukcesów w Legii.

- Ten zespół tak na prawdę bazował na zawodnikach, którzy występowali w Młodej Ekstraklasie. Ustaliliśmy sobie, że to będzie zespół U-21 i moja praca była bardzo podobna do tej wcześniejszej. Natomiast były zupełnie odmienne rozgrywki, tu się zderzyliśmy przede wszystkim z inną piłką. W Młodej Ekstraklasie graliśmy na pięknych obiektach m.in. w Krakowie i Poznaniu i była to inna kultura gry. W trzeciej lidze zderzyliśmy się z trochę brutalną, polską rzeczywistością i Ci młodzi chłopcy nie zawsze sobie dawali radę. Na przykład dziewiętnastoletni zawodnik, który był potencjalnie lepszy od 33-latka, nie dawał sobie rady, bowiem nie miał jeszcze takiego doświadczenia, jak jego starszy rywal, tego nie da się oszukać. Przez to często płaciliśmy frycowe i przynajmniej na początku było ciężko, później jakoś się do tego dostosowaliśmy. Z tego co wiem ten sezon nie ułożył się zbyt dobrze. Ten zespół miał awansować do drugiej ligi, ale nie awansował, teraz też to dość słabo wygląda, ale ocenianie tej sytuacji nie jest już moją rolą.

ELE24: Kolejnym przystankiem była drużyna występująca w Centralnej Lidze Juniorów.

- Dla mnie było to dużym zaskoczeniem, że nie będę pracował z drugą drużyną, bo byliśmy na pierwszym miejscu, chcieliśmy awansować, a dowiedziałem się od władz klubu, że trenerem rezerw zostanie Jacek Magiera. Władza się zmieniła i trzeba przyjąć tę decyzję z pokorą.

- Miałem już propozycje z różnych klubów, ale nie były to jakieś konkretne oferty i postanowiłem, że zostanę jeszcze w Legii. Zostałem przesunięty do CLJ, zespół plasował się bodajże na piątym miejscu i miał małe szanse na awans. Przegraliśmy pierwszy mecz w Bełchatowie, ale później wygraliśmy dziesięć, czy jedenaście meczy z rzędu. Awansowaliśmy do ćwierćfinału, co nie było rzeczą łatwą, gdzie trafiliśmy na Lecha Poznań. Na głównej płycie stadionu Legii zremisowaliśmy 2:2, ale niestety w rewanżu, na Bułgarskiej przegraliśmy 3:0, ale uważam, że w rewanżu zagraliśmy lepiej, niż u siebie. Niestety piłka taka jest, straciliśmy gola, musieliśmy się otworzyć i Lech nas wypunktował, ale wydaje mi się, że to i tak był duży sukces.

- Bardzo fajne jest to, że pomimo tego, że odpadliśmy to zawodnicy docenili moją pracę i porównywali moją charyzmę do trenera Atletico Madryt, Diego Simeone. Po wygrany meczu z Polonią Warszawa wygranym 2:1 w drodze powrotnej skandowali właśnie to nazwisko.


Opisana sytuacja od 6:57 (wideo: Akademia Piłkarska Legii Warszawa)

ELE24: Po sześciu miesiącach współpracy z drużyną CLJ, zaczęły napływać kolejne oferty z klubów. Kto oprócz Znicza chciał mieć w swoim sztabie Dariusza Banasika?

- Nie chcę tego zdradzać, bo te rozmowy są cały czas. Oprócz tego, że jestem w Zniczu, to znam się i mam kontakt z kilkoma prezesami różnych klubów, nawet pierwszoligowych i za chwilę może się okazać, że będę w innym klubie. Natomiast najbardziej konkretna propozycja była właśnie ze Znicza, druga liga została zreformowana i jest teraz dosyć mocna i uważałem, że moja pierwsza praca poza Legią powinna być dość blisko Warszawy. Stwierdziłem, że to będzie dla mnie najlepszy krok w tej chwili.

- Można powiedzieć, że tak do końca z Legią się nie rozstałem. W klubie jestem przynajmniej raz w tygodniu, bądź raz na dwa tygodnie, cały czas współpracujemy ze sobą. Może kiedyś jeszcze wrócę do Legii, kto wie.

Część druga już w najbliższych dniach, a w niej o początkach pracy w Zniczu Pruszków. Wrócimy również do warszawskiej Legii. Zachęcamy do śledzenia naszej strony!
Ostatnio zmieniany: poniedziałek, 20 kwietnia 2015 21:38