Menu

Kamil Sobol – łowicki podróżnik, wybitny kajakarz, prezes ŁAS – W cztery oczy

  • Napisała 
W dzisiejszej rozmowie W cztery oczy gościmy łowiczanina Kamila Sobola, podróżnika, kajakarza, społecznika, prezesa Łowickiej Akademii Sportu i mistrza taekwondo. W Łęczycy pojawił się niedawno i zorganizował akcję „Bezpieczna kobieta". Z jego inicjatywy i z wsparciem ŁAS na miejskich zalewach odbył się I Piknik Kajakowy. Jakie tajemnice zdradził mistrz? Zapraszamy do lektury.

Dlaczego ze wszystkich sztuk walk wybrałeś taekwondo?

Gdy zaczynałem, czyli jakieś 22 lat temu, to były czasy kiedy każdy oglądał kasety wideo i każdy ekscytował się filmami z Jeanem Cloudem Van Dammem, Brucem Lee, i może nie będzie to jakieś super ekstra oryginalne, ale te filmy w dużym stopniu wpłynęły na to, że zapisałem się do klubu, do mojego trenera w Łowiczu Krzysztofa Buczyńskiego. Rozpoczęły się treningi, a wraz nimi wielka przygoda.

Miałeś wtedy 13 lat, okres buntu. Dużo wysiłku włożyłeś w chodzenie na treningi?

Wtedy królował Liroy, chodziło się na ogniska, próbowało się piwa, ale mi jakoś szczególnie ani piwo, ani papieros nie pasowały, więc postanowiłem swoją energię skierować na salę i treningi. Nie odstawałem od rówieśników, nie byłem też dzieckiem zamkniętym, który by tylko i wyłącznie zajmował się treningami. Spędzałem czas normalnie z rówieśnikami. Oczywiście im więcej w te treningi i zajęcia się brnęło, tym człowiek stawał się dojrzalszy, bardziej odpowiedzialny i zainteresowania nie skupiały się na imprezowaniu.

Moje marzenia, jeśli chodzi o sztuki walki, spełniły się w 100 %. Ci, którzy rozpoczynali swoją sportową przygodę ze mną, przyznają, że żałują niektórych swoich decyzji. Nie zawsze dobrze jest patrzeć na to, co robią rówieśnicy, na to, co w danej chwili jest modne, bo niekoniecznie musi to zaprocentować w przyszłości. Fajnie i łatwo jest się bawić, ale trzeba mieć również swoje pasje, mieć swojego konika. Wtedy życie staje się kolorowe.

Zdobyłeś wiele mistrzowskich tytułów, otrzymałeś wiele nagród i dyplomów, pamiętasz swój pierwszy sukces?

Pierwszy ważny sukces nie miał nic wspólnego z taekwondo. Miałem chyba 14 lat i na miejskiej ścieżce zdrowia w lasku miejskim w Łowiczu odbywał się konkurs podciągnięcia się na drążku. Jako najmłodszy z uczestników wygrałem ten konkurs, pomimo że startowali ze mną chłopacy, którzy byli starsi o 4, 5 lat. Do tej pory posiadam ten dyplom. Pamiętam, że wykonałem wtedy 15 prawidłowych podciągnięć na drążku.

Udało mi się to w dużej mierze, dlatego że na lekcjach wychowania fizycznego zwolnienie z w-fu to był śmiech, wstyd i hańba. Miałem świetnych nauczycieli, z którymi stawiałem pierwsze kroki w sporcie: Zbigniewa Kuczyńskiego i Artura Rożniatę. Dużo czasu spędzałem też na basenie.

Generalnie sukcesem było to, że nie siedziałem i nie byłem codziennym gościem na ławce pod blokiem. Odbiłem od takiego towarzystwa malkontentów, narzekaczy, a dołączyłem do grupy, która chciała coś fajnego w życiu osiągnąć i zmieniać nie tylko swoje życie, ale i otoczenie, zmieniać myślenie ludzi przez treningi.

Jesteś trenerem, nauczycielem i prezesem Łowickiej Akademii Sportu. Dzieci chcą się ruszać, ćwiczyć i uczyć?

Często do Łowickiej Akademii Sportu dzieci przyprowadzają rodzice, którzy są świadomi, że ich pociechy potrzebują aktywności. Na początku bywa tak, że namawiają dziecko, ale potem jak samo się przekona, że jest fajnie to role się zmieniają i dziecko pierwsze wyciąga rodziców, żeby zabrało je na trening. Do nas przychodzą już 4, 5-letnie dzieci. To działa w ten sposób, że trzeba pokazać coś fajnego, aby dziecko samo chciało w tym uczestniczyć. Konkurencja jest duża, ponieważ technologia i komputery robią dużo dobrego i złego dla rozwoju. Kiedyś biegało się po dworzu, bawiło w chowanego, spotykaliśmy się twarzą w twarz i mieliśmy ze sobą bezpośredni kontakt, a teraz pokolenie rozmawia przez internet i różne komunikatory. Emocje, przyjaźnie, koleżeństwa stają się coraz bardziej odległe i obce. W sporcie te relacje są ważne. Nie można się ograniczać do współzawodnictwa, zdobywania medali i dążenia do bycia najlepszym. Ważne jest też dobre samopoczucie, świadomość dobrze spędzonego czasu na treningu, śledzenie własnych postępów i zawieranie właśnie na sali przyjaźni. Jeżeli z kimś się trenuje, wylewa wspólnie poty to powstają więzi.

W swoim dorobku sportowym, najpierw będąc sportowcem, potem osiągając tytułu mistrzostw Polski i mistrzostw Europy czy wicemistrzostwa świata, spotkałem wielu wspaniałych ludzi. Wszystkie moje osiągnięcia dają dużą satysfakcję, ale teraz, kiedy jestem trenerem, menagerem swoich tytułowanych wychowanków, większą radość mi sprawia, kiedy to oni zdobywają złote medale. To właśnie powoduje, że dostaję skrzydeł i wiem, że ta praca, którą każdego dnia wykonuję nie idzie w las.

W 2006 roku odbyłeś wyprawę kajakową w hołdzie dla Jana Pawła II. Jesteś osobą religijną? Co dała Ci ta wyprawa?

Owszem zorganizowałem wyprawę kajakową do Włoch pod nazwą „Łowicki pielgrzym kajakiem do Watykanu w hołdzie dla Jana Pawła II". To były cztery miesiące z życia, które uważam za najpiękniejsze, jak do tej pory. Zorganizowałem tą pielgrzymkę nie po to, aby zrobić wyczyn sportowy, tylko po to, aby podziękować za pontyfikat Jana Pawła II. Wszyscy przeciwnicy deklarowali wówczas, że już się nie będą kłócić, ale były to krótkotrwałe obietnice. Chciałem podziękować tym, w czym się dobrze czuję i żeby ta wyprawa miała wymiar symboliczny. Reprezentowałem nie tylko siebie, ale też Łowicz i Polaków. Czułem się jak reprezentant całego naszego narodu i popłynąłem w podzięce za to, że papież tyle dobrego dla naszego narodu zrobił. Ta wyprawa była wyjątkowa, była też pierwszą tego typu wyprawą na świecie odbytą kajakiem. Przepłynąłem od Wenecji do Rzymu w cztery miesiące i dwa dni 3 tysiące km.

Ta wyprawa zmieniła mnie jako człowieka, sposób postrzegania świata, sposób odbierania i komunikacji z Bogiem, ale również moją świadomość. Utwierdziłem się w przekonaniu, że możemy mieć wpływ na to jak nasze życie wygląda, i że można być kowalem własnego losu, i stworzyć swój własny raj na ziemi.

Nie postrzegam religijności w kategoriach codziennego pokazywania się w kościele. Religijność leży przede wszystkim w sercu. Jestem osobą wierzącą, należę do kościoła katolickiego, cenię sobie naukę kościoła, ale – co podkreślam – nie jestem fanatykiem. Mam swoje poglądy na pewne sprawy. Mam wielu kolegów, którzy są księżami, znam bardzo dobrze i szanuję I biskupa seniora diecezji łowickiej Alojzego Orszulika. Jest on wielkim Polakiem i osobą, która bardzo dużo zrobiła dla diecezji.

Jesteś organizatorem akcji „Bezpieczna kobieta". W tym roku Łowicka Akademia Sportu pojawiała się także w naszym mieście. Dlaczego akurat Łęczyca?

„Bezpieczna kobieta" miała już trzy edycje w Łowiczu. Akcja jest ciekawa i prężnie się rozwija, ponieważ z roku na rok uczestniczy w niej coraz więcej osób. Co ważne akcja jest bezpłatna. Dawno temu doszliśmy do wniosku, że jeżeli możemy podzielić się swoją wiedzą i kompetencjami, które sami posiadamy, nie oczekując w zamian pieniędzy, to dobro to wraca. Jeśli kobieta nauczyła się jak obezwładnić przeciwnika to jest to dla nas sukces. Niezależnie czy tych kobiet było 100, 50 czy trzy. Być może te nabyte umiejętności i wiedza uratują komuś życie, albo wzmocnią poczucie bezpieczeństwa.

Dlaczego Łęczyca? Dystans między miastami jest niewielki, więc możemy szybko się tu dostać. Poza tym są to dwa stare, wspaniałe miasta, jedne z najstarszych w Polsce. Mają też wiele wspólnego ze sobą: nie są duże, mentalność społeczna mieszkańców jest podobna, więc od razu poczuliśmy się tutaj jak u siebie.

Spodziewałeś się, że w akcji weźmie udział tak dużo kobiet?

Jestem wielkim optymistą i optymistycznie podchodzę do wszystkiego co robię. Gdybym widział świat w szarych barwach, to siedziałbym w domu i tylko narzekał, tak jak robi to duża część społeczeństwa. Jeśli wierzę w coś, pracuję nad czymś, to musi wyjść. Byłem spokojny o Łęczycę, bo wiedziałem, że taka akcja jest tutaj potrzebna.

Przyjechaliśmy z dobrym nastawieniem i opuszczaliśmy Łęczycę zawsze z pozytywną energią, pomimo ciężkiego wysiłku fizycznego. Osoby, które uczestniczyły w akcji dawały z siebie wszystko. Panie były bardzo zaangażowane, biła z nich pozytywna energia i to działało w dwie strony. My uczyliśmy dziewczyny jak się bronić, jak czuć się bezpieczną, jak uratować komuś życie udzielając pierwszej pomocy, itd. a one przychodziły chętnie, widać było, że z własnej woli, z uśmiechem na ustach.

Tak wam spodobała się Łęczyca, że postanowiliście wrócić do nas i zorganizować warsztaty kajakowe?

Jeśli udało się to w Łowiczu i udaje przez tyle lat z tak pozytywnym odzewem mieszkańców, to dlaczego nie spróbować w Łęczycy? Macie piękny zalew, który prosił się o te kajaki. I też, pomimo głosów, że może nie wyjść, że może przyjść mało ludzi, okazało się, że uczestników było wielu, bo myślę, że 700 osób spokojnie przewinęło się na tej imprezie. To było fajne przedsięwzięcie przede wszystkim dlatego, że ludzie chcieli przyjść, a nie musieli. Postanowili zaryzykować i spróbować swoich sił w kajaku. Można było popływać, powygłupiać się, porywalizować w zawodach, co wywołało też niemałe emocje, a przede wszystkim dużą radość, zwłaszcza wśród dzieciaków.

Dużo podróżuję i to, co pozytywnego udaje mi się zaobserwować, staram się przeszczepiać na własnym podwórku. Warto, żeby ludzie zauważyli, że może być fajnie, można realizować ciekawe projekty, a nie zaszywać się w domu i narzekać. Narzekaniem niczego nie zbudujemy. Jeżeli jedna osoba wpadnie na pomysł, druga zadeklaruje, że pomoże, a trzecia się w to włączy, to nawiązuje się współpraca, z której może powstać coś ciekawego. Tak było w przypadku tych warsztatów: zaangażowała się Agnieszka Gierowska z TPD - dusza człowiek, pomogło miasto i radni, którzy włożyli w ten projekt dużo czasu i pracy. To jest coś, co wykonali sami, bo chcieli, a nie dlatego, że ktoś im kazał. To było takie społeczne, takie, jakie powinno być.

Rodzinny Piknik Kajakowy był jednorazową akcją, czy kajaki jeszcze wrócą do Łęczycy? Może zostawicie w Łęczycy kilka?

Kajaków mamy bardzo dużo, dzięki ciężkiej pracy stowarzyszenia, które składało wiele projektów, aby je pozyskać. Uważam, że w Łęczycy jest wielu aktywnych, prężnie działających osób, które mają duży potencjał i tylko trzeba ich trochę zmobilizować, żeby uwierzyli bardziej w siebie.

Jeżeli łęczycanie wyrażą taką chęć i będą pytać o nas to wrócimy z kajakami. To był pierwszy piknik kajakowy, można zrobić drugi i trzeci. Pokazaliśmy na pewno mieszkańcom i władzom, że nie trzeba dysponować wielkim budżetem, żeby zrobić coś dobrego dla mieszkańców.

To od razu widać, kiedy coś jest robione na pokaz i po to, aby mogli pokazać się ludzie w garniturach i wypiąć swoje piersi, a kiedy dla ludzi, żeby mogli się dobrze bawić. Mam takie doświadczenia z Korei, w której byłem w tym roku po raz czwarty, że trzeba robić imprezy dla turystów. Tam nie ma wydarzeń organizowanych w skansenach dla „garniturów". Trzeba przyciągać do Łęczycy czy Łowicza turystów, a Ci nie przyjadą, żeby oglądać ludzi w garniturach, tylko po to, żeby poznać prawdziwą kulturę życia, to, co dane miasto charakteryzuje i ma najciekawszego. W tym kierunku idźmy.

Na pewno zrobimy ponownie warsztaty kajakowe skoro nas polubiliście. Słyszałem już głosy, że łatwo nas nie puścicie.

Skąd bierzesz energię na realizację wszelkich przedsięwzięć? Co cię motywuje?

To nastawienie do życia generuje energię: jeżeli będziemy smutni, nasze otoczenie będzie smutne, jeżeli widzimy słońce, to będzie słonecznie i będzie się wszystko udawało, bez względu na branżę. Warto robić w życiu to, co sprawia radość i być otwartym na dialog z ludźmi. Robienie tego, co sprawia przyjemność jest najfajniejsze. Nawet jak dostaję się potem dyplomy, wyróżnienia to są to tylko kawałki papieru, które oczywiście gdzieś trzeba odkładać. W moim przypadku najważniejszy jest uśmiech osoby, która wychodzi z takiego kajaka, czy zadowolenie po ukończeniu kursu. Generalnie chodzi o życie z pasją i z taką kampanią ruszyliśmy. Z pasją jest łatwiej, bo pasja daje sens życia. „Żyj z pasją" i tego się trzymajmy.

Zapraszam mieszkańców Łęczycy do Łowicza na nasze eventy sportowo – kulturalne. U nas jesteście zawsze mile widziani.
Ostatnio zmieniany: wtorek, 15 września 2015 09:50