Menu

"Naszym celem jest awans" - Część druga rozmowy "W cztery oczy" z Dariuszem Banasikem

  • Napisał 
Prezentujemy drugą część rozmowy z trenerem drugoligowego Znicza Pruszków, Dariuszem Banasikiem. Wychowanek Górnika Łęczyca opowiedział nam m.in. o swoich początkach w Pruszkowie, sukcesach ze Zniczem, a także różnicach między pracą w AP Legii Warszawa, a w drugoligowcu.

Przeczytaj część pierwszą rozmowy - TUTAJ.

ELE24: Do Legii jeszcze wrócimy, przejdźmy do Znicza. Jak wyglądały pierwsze dni w drugoligowym zespole?

- Bardzo fajnie, w szatni znałem już kilku zawodników, z którymi wcześniej współpracowałem. Znałem tę drużynę, bo czasami jeździłem na mecze do Pruszkowa, więc bardzo szybko wkomponowałem się w zespół. Wziąłem ze sobą także asystenta z Legii, Bernarda Kapuścińskiego, który mi pomaga. Można powiedzieć, że na "dzień dobry" zrobiłem czystkę w drużynie, bo pożegnałem się z dziesięcioma zawodnikami, którzy według mnie nie byli graczami perspektywicznymi i zacząłem budować tę drużynę.

- Wydaje mi się, że te pierwsze wspólne momenty pokazały, że zespół we mnie uwierzył. Od samego początku, w okresie przygotowawczym, zespół bardzo dobrze wyglądał, nie przegraliśmy żadnego sparingu, również z wyżej notowanymi zespołami. Sami zawodnicy powiedzieli, że się bardzo cieszą, bo wcześniej nie mieli takich treningów, przygotowań, nie było to tak profesjonalnie robione, a ja wszystko, czego nauczyłem się przez te lata w Legii, staram się przełożyć na Znicza.

ELE24: Czy ten krótki epizod w rezerwach Legii pomaga przy współpracy w Zniczu?

- Nie mam z tym problemu. Ja jestem kontaktowym człowiekiem i, czy bym wszedł do szatni drużyny z pierwszej ligi, czy z Ekstraklasy, to wydaje mi się, że postępowałbym tak samo. Nauczyłem się jakichś wzorców, jeździłem bardzo dużo z Legią na turnieje zagraniczne i staże i wiele się nauczyłem. Wydaje mi się, że te rzeczy, które poznałem, zobaczyłem pomagają mi w codziennej pracy. Jeżeli jest dobry trener, to nie ważne czy pracuje z młodzieżą, czy jeszcze na innym poziomie, wszędzie sobie poradzi. Ja się trzymam tego, w co wierzę i tego, czego się nauczyłem, mam bardzo dobry kontakt z zawodnikami, co potwierdzi każdy, kto mnie zna, więc według mnie oprócz tego, że jest się trenerem, trzeba być też człowiekiem.

http://oi62.tinypic.com/f3x4bd.jpg
Dariusz Banasik w Zniczu Pruszków (fot. Znicz Pruszków)

ELE24: Czy nie boi się Pan odpowiedzialności, bo funkcja pierwszego trenera ma to do siebie, że jeśli coś nie wyjdzie, cała odpowiedzialność spada właśnie na szkoleniowca?

- Bardzo proste pytanie (śmiech). W Legii nauczyłem się podejmować trudne decyzje. Gdy byłem trenerem Młodej Ekstraklasy miałem nad sobą trzech dyrektorów - Marka Jóźwiaka, Mirka Trzeciaka oraz Jacka Mazurka i w cudzysłowiu każdy mówił co innego. W pewnym momencie wziąłem całą odpowiedzialność na siebie, sam podejmowałem decyzje, sam ustalałem pewne rzeczy i zaczęło się to sprawdzać.

- Nie boję się podejmować tych decyzji. Przykładów nie trzeba szukać daleko. W Zniczu zawodnik, który ma 38. lat i jest najstarszy - siedzi na ławce. Nie boję się postawić na młodego zawodnika, jednym z nich jest np. Adam Chrzanowski, który ma szesnaście lat i zaczyna grać. Dalej, kapitan drużyny ostatnie cztery mecze siedział na ławce, bo stwierdziłem, że ma słabą dyspozycję.

ELE24: Jak wygląda Pana współpraca z zarządem Znicza?

- Wydaje mi się, że współpraca układa się bardzo dobrze. Jak mnie przyjmowano do klubu każdy miał świadomość, że wcześniej pracowałem głównie z młodzieżą, ogólnie w Polsce przykleja się taką łatkę trenerom grup młodzieżowych, że są bardzo dobrzy, jednak w seniorskiej piłce sobie nie poradzą. Tutaj jest inaczej, działacze są bardzo zadowoleni z mojej pracy, przed sezonem były zupełnie inne cele, niż teraz. Obawiano się tych rozgrywek drugoligowych, ale okazało się, że sobie dobrze radzimy.

- Wydaje mi się, że cały zarząd i działacze mi kibicują i ja też staram się ich nie zawieść. To jest moja jedyna praca i nie staram się pracować w innym miejscu, tak jak np. trener Błękitnych Starogard Szczeciński, który uczy gdzieś w szkole i sobie dorabia. Stwierdziłem, że idę tylko w kierunku trenerskim i wolę wykonywać jedną pracę, a dobrze. Ludzie też to widzą i wydaje mi się, ze zarząd jest zadowolony.

ELE24: Dziesięć kolejek przed końcem sezonu Znicz jest szósty w tabeli z czteropunktową stratą do lidera. Jakie cele w tej chwili ma drużyna z Pruszkowa?

- Te cele się zmieniają w zależności od sytuacji. Pracując w Legii zawsze te cele były najwyższe, także nie dziwię się, że w Zniczu działacze co chwilę stawiają mi inne cele. Przed sezonem naszym celem było utrzymanie się w lidze, czy gra w środku tabeli, natomiast teraz, co chyba nikogo nie dziwi, naszym celem jest awans do pierwszej ligi. Ta liga jest bardzo wyrównana, bardzo trudna, w tej chwili bodajże 12-13 trenerów straciło pracę od początku sezonu i tak na prawdę każdy z każdym może wygrać i przegrać. Ja na to nie patrzę, skupiam się na każdym kolejnym meczu, nie chcę też chłopaków jakoś sztucznie "pompować" i narzucać im, że musi być ten awans, bo czasami zawodnicy nie są wstanie znieść takiej presji, więc bardzo spokojnie do tego podchodzimy.

ELE24: Najbliżsi rywale, patrząc na tabelę, są niezbyt wymagający. Jednak patrząc na wyniki z jesieni, z tymi drużynami zanotowaliście bilans: 2. zwycięstw, 6. remisów i 2. porażki.

- Mieliśmy trudny terminarz, nie zapominajmy, że graliśmy też w Pucharze Polski i rozegraliśmy cztery, pięć, czy nawet sześć meczy więcej, niż inne zespoły. Graliśmy z Zagłębiem Lubin, z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza, ze Stalą Rzeszów. I to również mogło mieć wpływ na tamte wyniki, ale wydaje mi się, że zespół jest dobrze przygotowany, potrzebujemy troszeczkę szczęścia i może być dobrze.

ELE24: Oprócz dobrej pozycji w lidze, Znicz osiągnął także swój największy sukces w Pucharze Polski.

- Zgadza się. Naszym celem w rozgrywkach pucharowych, oprócz tych czysto piłkarskich, było wypromowanie klubu, zawodników i siebie, jako trenera, w związku z czym podchodziliśmy do tych meczów bardzo poważnie. Grało nam się bardzo dobrze, pokonaliśmy dwa bardzo dobre zespoły z pierwszej ligi (Termalica Bruk-Bet Nieciecza i Zagłębie Lubin - przyp. red.), także nam ta liga pasuje. Zagrać dwumecz z Lechem Poznań i dostać się do ćwierćfinału Pucharu Polski to jest duże osiągnięcie i nie każdemu jest to dane. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni, ale tak, jak mówiłem wcześniej, odbiło się to na rozgrywkach ligowych.

ELE24: Razem z meczami z Lechem Poznań pojawiła się telewizja, liczne wywiady i materiały z tym wiązane. Czy nie przeszkodziło to zawodnikom w odpowiedniej koncentracji przedmeczowej?

- Myślę, że nie. To jest rolą trenerów i całego sztabu, żeby tonować to wszystko. Wydaje mi się, że zawodnicy byli bardzo zmobilizowani, a nawet odniosłem odczucie, że ta mobilizacja była zbyt duża. Szczególnie w tym pierwszym meczu powinniśmy zagrać na większym luzie, bo to spotkanie nam się fajnie układało i na prawdę mogliśmy powalczyć z tym Lechem, właśnie tak, jak Błękitni.

http://oi60.tinypic.com/2d0b4oy.jpg
Dariusz Banasik po meczu z Lechem Poznań (fot. Znicz Pruszków)

ELE24: Który z zawodników Znicza prezentuje się teraz najlepiej?

- Nie chciałbym wyróżniać jednej osoby, bo wiadomo, że piłka nożna to sport zespołowy i wiele osób pracuje na sukces całej drużyny. Natomiast jest taki trzon drużyny i wydaje mi się, że Ci zawodnicy z Legii, z którymi pracowałem wcześniej, są dużym wzmocnieniem, np. wicekról strzelców drugiej ligi, Maciej Górski. Jest też Daniel Nawrocki, którym już interesują się kluby ekstraklasowe, a wcześniej u innych trenerów nie grał, postawiłem na niego i bardzo dobrze wkomponował się w zespół. Powoli wchodzi do drużyny młody, szesnastoletni, Adam Chrzanowski, którym również interesują się najlepsze kluby z Polski, a nawet z zagranicy. Wydaje mi się, że trzeba zwrócić na niego uwagę, bo wcześniej, czy później, ktoś go od nas "wyciągnie", bo jest to również reprezentant Polski, grający już w wyższej kategorii niż U-16. Mamy kilku doświadczonych zawodników, szczególnie w linii obrony. Wydaje mi się, że jest to bardzo solidna drużyna.

ELE24: Jaka jest największa różnica pomiędzy pracą w Akademii Legii, a w Zniczu Pruszków?

- Największą różnicą jest zdecydowanie organizacja. W Legii pracuje blisko dwieście osób, które dbają o wszystko, od zwykłego długopisu, po wyjazdy na turnieje międzynarodowe, natomiast w Zniczu wszystkimi sprawami zajmuje się tak na prawdę kilka osób. Legia, jak na polskie warunki, ma standardy "megaeuropejskie" i cieszę się, że mogłem tam pracować tyle lat i tworzyć to wszystko. Teraz w Zniczu też dużo wymagam, wiem, że jest tu dużo do poprawy. Często z prezesem i zarządem o tym rozmawiam, bo te drugoligowe zespoły nie do końca sprawdzają się pod względem organizacji. Tak samo, jak zachód bije nas pod tym względem, np. w Benfice Lizbona jest sto scoutów, a w Legii - czterech lub pięciu. W Zniczu takich osób nie ma w ogóle, działa to wszystko na zasadzie "polecenia". Budżet, kontrakty zawodników, ilość zatrudnionych trenerów - wszystko ma na to wpływ.

ELE24: Wróćmy na chwilę do Legii. Jak wyglądała współpraca z poszczególnymi trenerami, zaczynając od grup młodzieżowych, na trenerze pierwszej drużyny skończywszy?

- Gdy pracowałem, zawsze miałem bardzo dobry kontakt z trenerem pierwszej drużyny, dzięki czemu również przez tyle lat byłem trenerem w Legii. Nigdy nie miałem żadnych konfliktów, tak jak na przykład teraz słyszę, że pierwsza drużyna nie może się porozumieć z rezerwami i są jakieś zawirowania. Bardzo mnie to dziwi, bo zawsze wychodziłem z założenia, że pierwsza drużyna jest najważniejsza i jest to priorytet, a druga drużyna jest po to, by ją wspierać i często to powtarzałem chłopakom. Czasami trener Skorża na dwie godziny przed meczem "dawał" mi ośmiu, czy dziesięciu zawodników i nie traktowałem tego jakoś źle, tylko wchodziłem do szatni i tłumaczyłem chłopakom, że taka jest nasza rola i nikt nie czuł się z tym źle.

- Zawsze bardzo dobrze mi się współpracowało, czy z Janem Urbanem, Maciejem Skorżą, czy też z innymi trenerami, bo wydaje mi się, że zawsze jest lepiej rozmawiać i sobie wyjaśniać różne sprawy, niż domyślać się jakichś rzeczy.

- Przez to, że byłem pierwszym trenerem w Legii na etacie, zarząd zawsze liczył się z moim zdaniem. Przeszedłem praktycznie wszystkie szczeble w grupach młodzieżowych, byłem na treningach tych młodych zawodników i też podpowiadałem, który z trenerów powinien dostać szansę i był taki okres, że ośmiu trenerów pracowało z mojego polecenia. Teraz to wszystko się trochę pozmieniało, bo jest dużo nowych twarzy, ale był taki moment, że tworzyliśmy taką grupę i wszyscy się znaliśmy. Po pracy spotykaliśmy się z rodzinami i kontaktowaliśmy się nie tylko na obiektach Legii. Była super atmosfera, a z tego co słyszałem, teraz tego trochę brakuje.

ELE24: Który z trenerów pierwszej drużyny pozostawił po sobie najlepsze wrażenie?

- Każdy trener jest inny, natomiast wydaje mi się, że chyba najlepszy kontakt miałem z Maćkiem Skorżą. Nawet teraz, jak graliśmy w Poznaniu, bardzo fajnie mnie przyjął, przedstawił mnie prezesowi Rutkowskiemu i bardzo dobrze nam się rozmawiało. Nigdy nie było takiej sytuacji, żebyśmy mieli jakiś konflikt i wydaje mi się, że ten kontakt między nami był bardzo dobry. Nie da się ukryć, że od każdego trenera się czegoś nauczyłem.

ELE24: Mówił Pan, że dość regularnie zjawia się w klubie z Łazienkowskiej. Czy nie tęskni Pan za codziennym pobytem w Legii?

- Oczywiście, że tęsknię. Zawszy, gdy tam jestem, mówię, że czuję się jak u siebie. Znam tam każdy kąt, można powiedzieć, że brałem udział w budowie stadionu, bo gdy powstawało całe zaplecze, szatnie itp., to każdy głos się liczył i każdy przekazywał swoje opinie. Mam tam również wielu przyjaciół, z którymi znam się od kilku lat i zawsze gdy jadę na Legię, to muszę sobie zarezerwować cały dzień, bo nie jestem wstanie wyjść stamtąd po kilku minutach. Trzynaście lat pracy robi swoje.

- Wiele osób mi mówi, że ja jeszcze tam wrócę. Zobaczymy jak moja kariera się potoczy, może się okazać, że za kilka lat wrócę do Legii, ale w jakim charakterze? Nie zamykam sobie tej drogi, bo na prawdę w fajny sposób rozstałem się z Legią, klub mnie bardzo fajnie potraktował i mocno wsparł finansowo. Tym bardziej jest to ważne, bo w tej chwili robię kurs UEFA Pro, który daje możliwość pracowania w ekstraklasie. Jest to bardzo elitarny kurs, tylko dwudziestu trenerów z Polski, raz na półtora roku ma okazję w nim uczestniczyć. Licencja pozwoli mi pracować już na całym świecie, bo jest to ostatni szczebel w karierze każdego trenera. Cieszę się, że dzięki Legii zostałem przyjęty na ten kurs.

ELE24: Zbliżając się do podsumowania, z całej rozmowy wnioskuję, że miejsce, w którym Pan się teraz znajduje zawdzięcza Pan Legii.

- Tak, nie ukrywam tego, że Legii zawdzięczam wszystko, ale też wiele pracy w to włożyłem, bo przez tyle lat trenowałem wielu zawodników. Cieszę się, że wielu z nich wyszło spod mojej ręki, dzięki osiągnięciom zespołowym. Na pewno Legia pozwoliła mi stać się dużo lepszym trenerem i nawet człowiekiem, bo tak jak wcześniej mówiłem, na warunki polskie, jest to klub najbardziej poukładany, medialny, świetnie zorganizowany i myślę, że w tej chwili nie odbiega od standardów europejskich.

- Legię bardzo miło wspominam i może być tak, że kiedyś tu wrócę, ale na razie moja ścieżka sportowa wygląda inaczej, bo musi tak wyglądać. Rozmawiałem z moim kolegą, dyrektorem Legii i powiedział mi, że tak to działa. Z trenerami jest podobnie, jak z zawodnikami, którzy są wypożyczani. Tak było np. z Kubą Koseckim, który był w ŁKSie, później w Lechii Gdańsk i wrócił do Warszawy. Legia chce wypuszczać dobrych trenerów do klubów z pierwszej, drugiej ligi, czy nawet z ekstraklasy, żeby później wrócili na Łazienkowską jeszcze lepsi. Tak to w tej chwili mniej więcej się odbywa.

ELE24: Jakie są Pana najbliższe cele sportowe?

- Celem było dobre zaprezentowanie się w dwumeczu z Lechem - wyszło, jak wyszło, ale myślę, że nie było najgorzej. Chcę się skupić na awansie do pierwszej ligi, nie będę wybiegał myślami w przyszłość, tylko skupię się na tym, co jest teraz. Chcę, żeby ten Znicz wyglądał jak najlepiej, zdobywał jak najwięcej punktów i może się okazać, że w czerwcu będziemy świętować awans.