Menu

Ryszard Ziarkowski – dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Łęczycy – W cztery oczy

  • Napisała 
Ryszard Ziarkowski – dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 w Łęczycy – W cztery oczy fot. Kasia
W dzisiejszej rozmowie W cztery oczy gościmy dyrektora Szkoły Podstawowej nr 3 im. 25 Kaliskiej Dywizji Piechoty w Łęczycy pana Ryszarda Ziarkowskiego. Dyrektor opowiedział nam m.in. o przygotowaniu szkoły na przyjęcie pierwszoklasistów, realizowanych w placówce projektach oraz wynikach egzaminu szóstoklasistów.

W tym roku szkoła przyjęła rekordową ilość uczniów. Jak radzi sobie z taką liczebnością?

Na dzień dzisiejszy w szkole działają 24 oddziały, z tego 11 to klasy starsze, 13 klas młodszych. Najliczniejsza klasa liczy 26 uczniów i jest to klasa piąta. Ten rok jest rokiem wyjątkowym z racji tego, że do pierwszej klasy przyjęliśmy można powiedzieć, że zdublowane roczniki 6 i 7-latków. Łącznie w placówce uczy się ok. 500 dzieci. Nigdy tak dużo ich nie było. Mamy z tego tytułu pewne trudności organizacyjne. Wprowadziliśmy drugą zmianę i na tej drugiej zmianie każdego dnia uczą się cztery oddziały. Mówiąc krótko: brakuje u nas czterech pomieszczeń, żeby wszystkie klasy się zmieściły. Podobna sytuacja była już w roku ubiegłym, gdzie dwie klasy chodziły na drugą zmianę.

Jak wygląda dwuzmianowość w praktyce?

Po czwartej godzinie lekcyjnej zaczyna się druga zmiana. Dzieci uczą się wówczas na 5,6,7 i 8 godzinie lekcyjnej i kończą zajęcia o 15.20. Jednego dnia, gdy klasy piąte mają więcej godzin, kończą zajęcia o 16.15. Wszystkie oddziały, które mają zajęcia na późniejszą godzinę mają zapewnioną opiekę świetlicową od rana. Opieka zapewniona jest również po południu. Planujemy, że świetlica będzie działać do godziny 16.30. Teraz trwa nabór na świetlicę, rodzice składają karty i jeszcze trudno mi powiedzieć ilu uczniów będzie korzystać z zajęć świetlicowych. Mamy cztery etaty świetlicowe i wydaje mi się, że ta ilość zabezpieczy nasze potrzeby, jeśli chodzi o opiekę świetlicową. W przypadku gdyby chętnych dzieci było jeszcze więcej dyrektor ma pule godzin do dyspozycji tzw. karcianych, i z tego też można organizować zajęcia opiekuńcze. Także jeśli byłoby więcej chętnych niż przewidujemy nie będzie tragedii, bo są możliwości, żeby grup świetlicowych było tyle, ile w rzeczywistości potrzeba.

Poza tym, mamy zatrudnionych 44 nauczycieli i wszyscy posiadają kwalifikacje zgodne z zajmowanym stanowiskiem, 16 pracowników administracji i obsługi, także nasza szkoła jest dużym zakładem pracy.

W szkole działa oddział sportowy. W jaki sposób realizowane są ich potrzeby, biorąc pod uwagę trudne warunki organizowania zajęć sportowych w placówce?

Mamy oddział sportowy w klasie piątej, który liczy 20 uczniów. Z racji tego, że mamy warunki do uprawiania sportu takie, jakie mamy, to podstawę dwóch godzin raz dwa realizują w szkole, a dzięki porozumieniu z łęczyckim gimnazjum dwa razy w tygodniu korzystają z hali sportowej przy gimnazjum i raz w tygodniu jeżdżą na basen do Ozorkowa na naukę pływania. Zajęcia na basenie są super – po roku wszystkie dzieci już pływają. Mamy grupę bardziej i mniej zaawansowaną. Do naszej dyspozycji jest dwóch instruktorów. Mimo że przy szkole nie ma basenu, mamy już pierwsze nieoficjalne rekordy.

Jakimi sukcesami młodych sportowców może się Pan pochwalić?

Sukcesy sportowców są całkiem spore. Dominującą dyscypliną jest piłka nożna i lekkoatletyka. W piłce nożnej co roku chłopcy startują w przeróżnych rozgrywkach, np. pucharze Tymbarku, pucharze Skrzydlewskiej i dochodzą do etapów nawet wojewódzkich. W lekkiej atletyce największe sukcesy mają skoczkowie wzwyż i biegacze. W różnych rocznikach różnie się to przedstawia, ale w tych dwóch dziedzinach są duże sukcesy.

W szkole utworzono sześć oddziałów pierwszoklasistów. W jaki sposób przygotowano klasy na ich przybycie?

Klasy młodsze mieszczą się na drugim piętrze. Mamy dwie klasy 7-latków, pozostałe 6-latków. Staram się ich nie mieszać, chociaż zdarza się, że w jednej klasie znajdzie się rodzeństwo z dwóch roczników, bo rodzicom jest wygodniej. Wtedy dziecko młodsze trafia do klasy, w której znajduje się starsze, nie odwrotnie. Wszystkie klasy mają odpowiednie wyposażenie dostosowane do wieku: mamy ławeczki i krzesełka, które rosną razem z dziećmi, tzn. można je regulować, podnosić, opuszczać. W każdej klasie znajduje się kącik rekreacyjny, miejsce do zabawy, dywan i zabawki. Tam też odbywa się część zajęć. Zwłaszcza pierwszaczki z nich korzystają, bo nie spędzą całej godziny lekcyjnej w ławeczkach. Na początku swojej edukacji w szkole są oprowadzane po szkole, poznają gdzie znajduje się świetlica, sekretariat, stołówka, itd. Przez jakiś czas nauczyciele będą organizować zajęcia adaptacyjno – integrujące grupę i przyzwyczajać uczniów do szkoły i nowych wymagań.

Zaobserwował Pan różnice w nauce 6 i 7 – latków?

Sześciolatki nie mają krzywdy idąc do szkoły. Mówię to też z własnego doświadczenia, ponieważ sam wysłałem własne dziecko do szkoły w wieku 6 lat. Pierwszy etap właśnie skończyła i na tej podstawie stwierdzam, że taki sześciolatek daje sobie radę w szkole, przy pewnym zaangażowaniu rodziców oczywiście. W momencie, gdy zacznie się pierwsza klasa, trzeba wykonać jakieś zadanie, a dziecko nie potrafi przeczytać polecenia, bo jeszcze nie zna liter. Bez pomocy kogoś czytającego może być ciężko.

W porównaniu z siedmiolatkami nie mam takich obserwacji. Wydaje mi się, że w pewnym momencie ta różnica wieku się zaciera. Taki rocznik 6 i 7-latków mamy obecnie w szóstej klasie i myślę, że takie obserwacje można by wysnuć dopiero po analizie sprawdzianu szóstoklasistów i na tej podstawie sprawdzić, czy osiągają lepsze wyniki, czy nie. My robimy sprawdziany wewnętrzne po klasie trzeciej i nie ma rozbieżności w wynikach pomiędzy uczniami, którzy rozpoczynali naukę w wieku 6 czy 7 lat. Bardziej to zależy od predyspozycji dzieci, niż z jakiego są rocznika. Moje prywatne zdanie jest takie, że wysyłają sześciolatka do szkoły krzywda mu się nie dzieje.

Pierwszy dzień nauki w szkole za nami. Zdarzyło się, że pierwszoklasiści płakali?

Może nie płakały, ale trochę miały dziwne miny. Wyszedłem sprawdzić jak to wygląda organizacyjnie: czy dzieci się odnajdują, czekają na wychowawcę, itd. I jedne miały minki wesołe, drugie bardziej wątpiące, ale nie było sytuacji, w której musieliśmy po rodzica dzwonić, bo dziecko ma większy dyskomfort niż powinno. Myślę, że ten pierwszy dzień był dla nich ważny, bo rozpoczęcie roku szkolnego to jeszcze była zabawa, rodzice byli obecni, a teraz musieli się z nimi pożegnać na te parę godzin.

Myślę, że żadnych dantejskich scen nie było. Na lekcjach dzieci się nie nudzą, bo nie mają kiedy. Najtrudniejszy moment jest wtedy, gdy rozstają się z rodzicami. Na szczęście mamy nie płakały, ale widziałem błyski fleszy, więc jakieś pamiątkowe zdjęcia przed wejściem do klasy jeszcze się odbywały.

Co czeka szkołę w tym roku?

Nigdy nie planują na wyrost. Mam swoje marzenie, tylko to marzenie dotyczące szkoły pewnie w tym roku się nie spełni. Tej szkole od dawien dawna potrzebna jest sala gimnastyczna, po prostu. Aktualny samorząd podejmuje pewne próby. Jeśli będą pieniądze i pozytywne decyzje to zapewne coś się ruszy w tym temacie – ja nie mam na to wpływu. Gdyby przy szkole znajdowała się hala sportowa, to nie byłoby konieczności wprowadzania dwuzmianowości, ponieważ mogłyby z niej korzystać cztery klasy i problem braku pomieszczeń zostałby rozwiązany. Warunki do uprawiania sportu tutaj są praktycznie żadne przy takiej liczbie uczniów. To jest takie moje marzenie, ale w planach tego nie mam. Natomiast w planach mam to, co mogę zrealizować i na co mogę pieniądze uzbierać. Chcę doposażyć każdą klasę w rzutnik multimedialny, ponieważ jeszcze w paru brakuje. To, co na pewno mnie czeka, w tym, albo następnym roku, to wymiana sprzętu w pracowni komputerowej przy pomocy środków budżetowych albo rady rodziców. I to jest realne do zrobienia.

Kiepsko też wygląda szkolna biblioteka. W związku z tym, że do szkoły trafia cała masa podręczników, które trzeba przechowywać, brakuje w niej miejsca. W perspektywie czasu, kiedy ich ilość będzie się zwiększać, będę musiał coś z tym zrobić. To oczywiście będzie wymagać odpowiednich nakładów, będą ubiegał się o pozyskanie środków na ten cel. Chciałbym również, aby na fragmencie boiska była bieżnia lekkoatletyczna, ale na ten moment to też jest poza zasięgiem. Podejmuje pewne działania, aby uporządkować teren dojścia do szkoły, gdzie po ubiegłorocznym remoncie i wymianie rur pozapadały się ulice. W tych kwestiach wnioskuję i rozmawiam z osobami decyzyjnymi, bo nie są to sprawy do końca ode mnie zależne.

Uczniowie chętnie odwiedzają bibliotekę i sięgają po książki?

Wyniki czytelnictwa są niezłe. Bibliotekarz sprawozdaje się na semestralnych i końcowych radach pedagogicznych i statystycznie wygląda to całkiem nieźle, natomiast indywidualnie nie do końca. Dzieci czytają średnio w klasie 20 książek, z tym że jedno przeczyta 40, drugie wcale. Warto się nad tym zagadnieniem pochylić. Ten rok jest rokiem, który w priorytetach nadzoru ma czytelnictwo i myślę, że podejmiemy parę takich akcji, żeby zachęcić dzieci do czytania w sposób tradycyjny. Chociaż, niech dziecko sobie czyta obojętnie na czym, żeby tylko czytało. Książek w bibliotece jest sporo. Co roku próbujemy z bibliotekarzem uzupełniać pozycje, zwłaszcza lektury, które z każdą podstawą programową ulegają zmianie. Weszliśmy też w program rządowy „Książka moich marzeń" i organ prowadzący przyznał dotację na zakup wybranych przez uczniów i nauczycieli książek, bardziej beletrystyki, niekoniecznie lektur, żeby też były w bibliotece jakieś nowości.

Jakie projekty realizuje Szkoła Podstawowa nr 3 w Łęczycy?

Od 2009 roku realizowany był olbrzymi projekt „Z Nauką Ścisłą Za Pan Brat" w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Wdrażała go moja poprzedniczka, ja go kontynuowałem. To były zajęcia dodatkowe dla dzieci o charakterze matematyczno – przyrodniczym. Potem był realizowany projekt „Mogę liczyć na pomoc", w ramach którego zorganizowane były zajęcia pozalekcyjne mające na celu zminimalizowanie specyficznych trudności w uczeniu oraz rozwinięcie zainteresowań i talentów uczniów szczególnie uzdolnionych. Dzięki niemu dostaliśmy też środki na zakup materiałów dydaktycznych za ok. 100 tys. zł i to był ogromny zastrzyk dla szkoły. Kolejnym projektem, z którego skorzystaliśmy była „Moja wymarzona ekopracownia" z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi, z którego dostaliśmy dofinansowanie na stworzenie nowoczesnej pracowni przyrodniczej. Nasza szkoła w ramach „Edukacji ekologicznej w szkołach i przedszkolach" otrzymała także z WFOŚiGW dotację na realizację projektu pn. „Morze, góry, bory, rzeka - to najlepsze dla człowieka", dzięki której orgaznizowane były wycieczki dla dzieci i w ubiegłym roku też z tego korzystaliśmy z tym że pod nazwą „Daleko czy blisko – chronimy środowisko." Każde dziecko przynajmniej raz uczestniczyło w wycieczce albo do zoo, albo do parku narodowego, lub miejsca atrakcyjnego przyrodniczo. W tym roku jest jeszcze czas, ale będziemy aplikować, ponieważ nauczyciele już projekt przygotowują.

Jak pan ocenia wyniki uczniów ze sprawdzianu szóstoklasistów?

Dzieci po raz pierwszy pisały sprawdzian w nowej formule, czyli oddzielnie język polski, oddzielnie matematyka i oddzielnie język angielski. Wynik z matematyki jest niewątpliwie poniżej oczekiwań, moich również. Trudno mi powiedzieć, co spowodowało taki stan rzeczy, ponieważ szkoła do nauki matematyki przygotowana jest pod względem pomocy, wyposażenia czy przygotowania kadry pedagogicznej. Wszystkie matematyczki tytuł magistra mają i kwalifikacje zawodowe też. Coś nie zadziałało i jesteśmy na etapie analiz.

Podjąłem pewne działania organizacyjne, polegające na tym, że w klasach szóstych dołożona jest jedna godzina dodatkowa z puli dyrektora. Wystąpiłem do organu prowadzącego o to, by stworzyć kółko matematyczne w klasach szóstych, którego celem byłoby tylko i wyłącznie przygotowanie uczniów do sprawdzianu. Nauczyciele uczą materiału, natomiast ten sprawdzian ma swoją specyfikę: sposób rozwiązywania zadań, sama technika budowy arkusza też wymaga pewnych przygotowań i właśnie na tym kółku chciałbym, żeby z tymi rodzajami zadań egzaminacyjnymi się zmierzyły.

Wspólnie z matematyczkami będziemy się jeszcze zastanawiać, co możemy zrobić. W procesie dydaktycznym są dwie strony: uczeń – nauczyciel. Wina musi leżeć po którejś stronie, albo po środku. Musimy sytuację przeanalizować, aby uniknąć błędów na przyszłość. Na dzień dzisiejszy nie potrafię powiedzieć, dlaczego mamy tak niski wynik z matematyki w tym roku. Wyników tych nie da się porównać z tymi z poprzednich lat, ponieważ wtedy była jedna ocena ze wszystkich przedmiotów. Dopiero po tegorocznych sprawdzianie będzie można określić, czy mamy tendencję zwyżkową czy spadkową.

A jak wypadły pozostałe przedmioty?

Język angielski całkiem nieźle, a język polski – średnio. Na tle szkół powiatów z tych przedmiotów wyniki wypadły zadowalająco. Nie odbiegamy od średnich wyników.

Jak Pan ocenia siebie jako dyrektora i swój wkład w funkcjonowanie placówki?

Trudno oceniać siebie. Powiem tak: pracuję na granicy swoich możliwości fizycznych. Więcej się nie da już poświęcić. Bardzo ważną kwestią jest integracja grona, buda właściwych relacji wewnątrz szkoły. Istotnym elementem jest też zatrudnianie kadry właściwie wykwalifikowanej.

Z roku na rok dochodzą nowe obowiązki. Od 2009 roku tu jestem, nie było wtedy czegoś takiego jak pomoc psychologiczna, a pomoc taką otrzymuje 1/3 uczniów. Psychologa własnego nie mamy, zatrudniamy panią z zewnątrz, ale mamy na miejscu pedagoga i logopedę. Nowym zadaniem są podręczniki i procedura związana z ich regulaminem, wypożyczaniem, oddawaniem, itd. Cały zakres związany z ochroną danych osobowym, co do niedawna było dziedziną, do której nie przywiązywało się tak ogromnej wagi. Do tego dochodzą sprawy stołówki żywiącej ok. 300 uczniów, i tych zadań, które spoczywają na dyrektorze jest cała masa. Uczę informatyki w niewielkim zakresie i jeśli coś się zadzieje to też się tym zajmuję, a jak sprzęt odmawia współpracy to odsyłam do serwisu.

Tak naprawę te czynności organizacyjno – admistracyjne troszeczkę zabierają czas głównemu zadaniu dyrektora, jakim jest nadzór. Zadań jest sporo i nie zawsze jestem w stanie zrobić wszystko tak, jakbym to sobie planował. Nie jest to łatwy kawałek chleba z racji tego, że na co dzień mamy do czynienia z zadowolonym, albo niezadowolonym dzieckiem, rodzicem, także nauczyciele mają swoje problemy. To jest normalny zakład pracy, który zatrudnia ok. 60 osób, 500 uczniów, jeden dyrektor i jedna pani w sekretariacie, która jest też kadrowcem, prowadzi sekretariat uczniowski i pracy jest sporo, bo to jest duża szkoła.

Nie umiem siebie ocenić, niech ocenią mnie inni. Miałem ocenę formalną i była pozytywna. Moja obecność tu – mam nadzieję – wpływa pozytywnie na wizerunek szkoły, dzięki czemu ten nabór jest też taki duży. Ja z całym personelem i gronem pedagogicznym cały czas pracujemy na markę tej szkoły.
Ostatnio zmieniany: wtorek, 08 września 2015 15:04