Menu

Sebastian Bibro – sportowiec biegnący dla chorej Ani – W cztery oczy

  • Napisała 
Dwudziestoczteroletni Sebastian Bibro z Nowego Targu przebiegł przez całą Polskę: od Zakopanego do Gdańska, aby pomóc chorej Ani Garcarz. Dziewczynka urodziła się ze złośliwym nowotworem wielkości główki usadowionym w bioderku. Konieczna była amputacja nóżki oraz stomia. Rodzice zbierają pieniądze na protezę i umożliwienie dziecku normalnej przyszłości. Sebastian postanowił nagłośnić sprawę i dla Ani przebiec 643 km.

Skąd pomysł, aby „biec dla Ani"?

Znam rodziców Ani, zwłaszcza jej tatę – Michała. Oboje graliśmy w drużynach piłkarskich i zawsze po meczach mieliśmy okazję, żeby wymienić kilka słów. Gdy narodziła się Ania rzucił wszystko i skupił się na córce. Całe Podhale ruszyło się, żeby pomagać.

Piłka to moja pasja, jestem też długodystansowcem. Od dawna planowałem ten bieg i się do niego przygotowywałem. Zamierzałem pobiec za rok, ale potrzeba pomocy jest tak wielka, że zdecydowałem, że trzeba to zrobić teraz.

Jak zareagowali znajomi, gdy dowiedzieli się o Twoich planach?

Na początku nie wierzyli, ale kto mnie zna to wie, że jak powiedziałem, że coś zrobię to zrobię. Na początku o moich planach wiedziała tylko rodzina.

Ania jest podopieczną Fundacji im. Adama Worwy w Nowym Targu i to oni pomogli mi zorganizować ten bieg.

Czym się zajmujesz na co dzień?

Na co dzień mam własną firmę w centrum Nowego Targu. Jest to sklep odzieżowy z ubraniami dla kobiet. Dlatego nie było problemów z otrzymaniem urlopu - dałem go sobie sam. Oprócz tego zajmuję się głównie sportem i swoimi dziećmi.

Jakie są Twoje oczekiwania po tym biegu?

Jakie są moje oczekiwania? Sponsorzy wpłacili już jakąś sumę pieniędzy na konto Ani, a oprócz tego liczymy na ludzi dobrej woli, którzy chcą nas wesprzeć. Rozdajemy materiały, kto chce może się dołączyć. Podczas biegu przeprowadzamy zbiórki pieniędzy, mamy funpage „Charytatywny bieg dla Ani Zakopane-Gdańsk" i chcemy nagłośnić sprawę, aby zebrać jak najwięcej na leczenie i rehabilitację Ani.

Wiesz ile już otrzymaliście pieniędzy? Ile Wam jeszcze brakuje?

Nie, nie wiem i nie chcę na razie wiedzieć. Nie wiem, jaka suma jest na koncie i ile się udało zebrać do puszek. Wszystkiego dowiem się na mecie.

Ile kilometrów dziennie pokonujesz?

Różnie. Najdłuższy odcinek z Daszyny do Włocławka przede mną. Będzie to ok 60 km i zastanawiamy się, czy dzisiaj nie przebiec 10 km więcej, aby zmniejszyć jutrzejszy dystans.

Miałeś trudne momenty?

W Małopolsce. Tam są górki, pagórki i było ciężko. Niesamowity ból mięśni, otarcia... teraz jeśli są jakieś otarcia to po ok. 10 km przestaję je czuć.

Co utkwiło Ci w pamięci z dotychczasowego biegu od Zakopanego?

Sam strat mnie bardzo zaskoczył. Wyruszałem z Kuźnic o 4.00 i byłem zaskoczony tak dobrym przyjęciem i obecnością mediów o tak wczesnej porze. Media towarzyszyły mi do samego Nowego Targu. Tam czekali też na mnie znajomi i poczułem ogromne wsparcie z ich strony.

Ludzie podchodzą do tej sprawy bardzo emocjonalnie, ja oczywiście też, ale staram się traktować ten bieg jak 12 treningów, które przyszło mi odbyć pod rząd. Robię to, co do mnie należy.

Media interesują się Twoim biegiem?

Nasze lokalne media bardzo, ale im dalej w Polskę tym zainteresowanie mniejsze. Jedna lokalna telewizja, chyba z Radomska, towarzyszyła nam przez 10 km. Niestety z ogólnopolskich stacji nie mieliśmy odzewu, a szkoda.

Kto cię wspiera? Masz jakąś asekurację?

Tak, mam. Kolega co kilka kilometrów robi przystanek i czeka na mnie. Za mną jedzie służba maltańska, niesamowici ludzie... jadą cały czas za mną karetką na sygnale i zwracają na nas uwagę. Służą mi pomocą medyczną i radzą jak przetrwać. Ja nie jestem zawodowym biegaczem tylko amatorem, więc są mi bardzo pomocni.

Pogody są mało sprzyjające dla takiego wysiłku. Jak sobie radzicie?

Aby uniknąć upałów zaczynamy biec ok. 3.00, 4.00. Wcześniej, gdy było chłodniej ruszaliśmy o 6.00. Biegnę dziennie około 5 – 6 godzin z przerwami na picie, ewentualne dostosowanie ubioru do pogody.

Po tym biegu planujesz jeszcze jakieś aktywności wspierające Anię?

Na razie skupiam się na teraźniejszości, nie wybiegam w daleką przyszłość. Myślę o dniu jutrzejszym i o tym, aby pokonać kolejny etap biegu. Nie jestem robotem, tylko zwykłym człowiekiem, pomimo że pokonuje duże odległości, a nie każdy może sobie na to pozwolić. Muszę liczyć się z tym, że mogę jutro doznać kontuzji, skręcić sobie kostkę i nie dobiec do następnego puntu. Chcę uniknąć rozczarowania w razie gdyby coś nie poszło zgodnie z planem. Wiadomo, że robię wszystko, żeby dostać się do tego ostatniego punktu, ale o mecie nie myślę, tylko o pokonaniu następnego etapu.

Chciałbym podziękować Fundacji im. Adama Worwy, której podopieczną jest Ania za współorganizację i wsparcie biegu oraz wszystkim firmom, które się w niego zaangażowały, a zwłaszcza Piekarni Żarneckich, Masarni Garb z Nowego Targu, Grzegorzowi Gajowi, który stworzył film promujący Anię, firmie Saler i wszystkim wspaniałym ludziom, których spotkaliśmy na naszej drodze, i którzy nas ugościli, w tym panu Zbigniewowi Wojterze, wójtowi gminy Daszyna. Dotarcie tutaj zakończyło 7 odcinek naszej podróży.


Możesz pomóc Ani
wpłać na konto Fundacji: 53 1240 1574 1111 0010 3480 6570 z dopiskiem „Bieg dla Ani Garcarz".

Fundacja im. Adama Worwy, os. Nowe 23 d 34-400 Nowy Targ,
IBAN: PL 53 1240 1574 1111 0010 3480 6570
/konto złotówkowe BIC/SWIFT - PKOPPLPW


Ostatnio zmieniany: wtorek, 14 lipca 2015 08:04